To nie jest saga,
bo nitka rwie się gdzieś w połowie ściegu i zamiast dumnego pochodu kolejnych
pokoleń, spod igły wyskakują same pojedyncze egzemplarze.
Widocznie jakiś
złośliwy krawiec spruł solidne szwy i cała rodzinna materia trzyma się jedynie
na fastrygach. Gizeli, Beli, Erice i
Romie przyszło żyć w epoce, której rytm wybijały przemarsze wojsk. Na domiar
złego nieomylny duch dziejów przeznaczył im rolę wojennej zdobyczy, najgorszą z
możliwych. Anka jest wnuczką jednej z tych kobiet, a z pozostałymi łączą ją
więzy, o których nie wie lub nie chce wiedzieć. Z sobie tylko znanych powodów
lubi postać świętego Mikołaja, a jeszcze bardziej święty spokój. Mając w
pamięci rodzinne piekło, z którego udało jej się wyrwać, próbuje odgrodzić się
od świata kloszem w kolorze pruskiego błękitu. Ta barwa o bogatej symbolice
przywodzi na myśl zimny Bałtyk, gdzie zatonął pewnej styczniowej nocy 1945 roku
MS Wilhelm Gustloff. Wśród sześciu tysięcy ofiar była pierwsza właścicielka
willi, w której po latach zamieszkała Anka z mężem. Willa położona przy ulicy
Polanki lubi jednak zmieniać właścicielki. Dlatego też Anka będzie musiała się
uporać ze stratą o wiele większą niż utrata domu i zaakceptować to, że jej
szklanka jest do połowy pusta.
