„Dopóki na dnie wiadra znajduje się tylko kilka wżerów, możesz bez większego trudu zebrać przeciekające krople. Jeśli jednak wybijesz spód to wtedy – wszystko diabli wzięli!”
Czytając przeróżne książki, czasem zastanawiam się, czy gdyby tak naprawdę zagłębić się w świat przedstawiony przez autora mogłabym dostrzec coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Czy lektury to tylko historie wymyślone przez pisarzy dla zabicia nudy i rutyny w życiu codziennym? Czy może każda powieść posiada drugie dno? Czytając „Opus” nie sposób nie zadawać sobie podobnych pytań.
Rok 1499. Rzesza Niemiecka. Wydaje się, jakby lada chwila miał się zawalić cały świat: na stosach płoną kacerze i czarownice, powstania zubożałych chłopów są bezwzględnie tłumione, a wędrowni kaznodzieje podróżują od miasteczka do miasteczka, głosząc bliskie nadejście końca świata.
